Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Mój urodzinowy prezent marzeń - inspiracje na prezenty

10/05/2018

Mój urodzinowy prezent marzeń - inspiracje na prezenty

W związku z tym, że październik, to miesiąc moich urodzin, stale otrzymuję pytania o to, co chciałabym dostać, zaczęłam przeszukiwać internet w poszukiwaniu inspiracji. Przyznam szczerze, że teraz jestem na takim etapie w którym zdecydowanie wystarczy mi czas spędzony z mężem i córką, tak, zasiedziałam się! No ale... gdybym mogła zaszaleć, to chętnie wybrałabym którąś z propozycji prezentmarzen.com swoje typy przedstawiam Wam niżej. :)


1. Skok ze spadochronem.

To zdecydowanie mój typ nr 1! Marzę o skoku już bardzo długo. Zastanawiam się tylko, czy przez strach i emocje dałabym radę, do tego lęk wysokości! Oczami wyobraźni widzę ten piękny krajobraz  z góry, to musi być niesamowite... 


2. Voucher do salonu SPA.

Możecie sobie wyobrazić, że nigdy nie byłam w SPA?! Marzę o chwili dla siebie, o relaksie, o błogim odpoczynku, o tym, że ktoś tą całą pielęgnację zrobi za mnie, mogłabym leżeć i pachnieć. Wspaniała wizja, prawda?


3. Romantyczna kolacja, degustacja.

To byłby prezent dla mnie idealny, bo.. kocham jeść! Bardzo lubię kosztować nowe dania, delektować się smakiem, byłabym szczęśliwa nawet z pierogów, szczególnie, jeśli ktoś podstawiłby mi je pod nos. :)) Z mężem brakuje nam randek, więc chętnie zabrałabym go ze sobą.


4. Widokowy lot samolotem.

Wiecie, że nigdy nie leciałam samolotem? Jeśli czytacie mojego bloga regularnie, to na pewno kojarzycie post z zeszłego roku, w którym napisałam, że właśnie taki prezent zorganizowaliśmy dla mojego taty na urodzony, był prze szczęśliwy! Zapewne ja też bym była. :)


5. Jazda Monster Truck.

Jestem bardzo ciekawa, czy poradziłabym sobie z ponad 6tonowym samochodem! Samochody te mają niesamowitą moc, byłam na pokazie monster trucków i miażdżyli inne auta bez mrugnięcia okiem. :)


6. Jazda Czołgiem.

Trochę mało kobiece, prawda? Ale wyobraźcie sobie, że kilka dni temu rozmawiałam z tatą (który kiedyś był w wojsku) na temat jazdy czołgiem i temat mnie zaintrygował. Nie miałam pojęcia, że w ogóle istnieje możliwość, aby jeździć taką maszyną! Fakt, cena jest spora, ale jakie mega doświadczenie. :)


7. Rejs jachtem motorowym.

Kilka razy miałam okazję płynąć po jeziorze, jednak były to spokojne wyprawy: kajak, katamaran, łódź, 'autobus', rower wodny. Od zawsze kusiła mnie podróż motorówką, ciekawa jestem tej szybkości. :)


8. Escape room.

Strach, dreszczyk, adrenalina - domyślam się, że takie stany towarzyszą wizytom w escape roomie. :D Nigdy nie miałam okazji brać udziału w takiej zabawie, ale chętnie bym skorzystała. Wydaje mi się, że w moim mieście jest taki pokój.


9. Wycieczka po świecie wirtualnej rzeczywistości.

Przeniesienie się do innego świata, poprzez założenie specjalnych okularów - brzmi ciekawie. :) Nie jestem zbyt nowoczesna technologicznie, ale chętnie wzięłabym udział w takiej 'zabawie'.


10. Wizyta w domu strachu.

Propozycja ta bardzo mnie zaintrygowała, ale zastanawiam się, czy jako osoba, która interesuje się światem paranormalnym, ale przy tym bardzo boi się duchów i innych strachów, wytrzymałaby w takim miejscu. Do oglądania horrorów również chętna nie jestem! ;)


11. Indywidualna lekcja śpiewu.

Bardzo lubię śpiewać i robię to naprawdę często, jestem ciekawa, jak wygląda taka profesjonalna lekcja śpiewu.


12. Sesja zdjęciowa z metamorfozą.

Chciałbym zobaczyć, jak wyglądałabym w innym wcieleniu, może kobieta wamp? :D


13. Wycieczka do Czarnobyla.

Temat Czarnobyla bardzo mnie interesuje i chętnie wybrałabym się na wycieczkę w to miejsce. Lubię czytać o Czarnobylu, oglądać filmy i zdjęcia.


14. Kurs szycia.

Niewielkie doświadczenie w szyciu już mam, jednak chętnie pogłębiłabym swoją wiedzę na kursie.


15. Zakupy ze stylistką.

Bo która z nas nie chciałaby wybrać się na zakupy z doświadczonym stylistą?


16. Wypad na strzelnicę.

Niedawno taki prezent zorganizowałam dla męża na urodziny, bardzo mu się podobało, kiedy strzelał z ciężkiej broni, chociaż sama wybrałabym coś znacznie lżejszego. :)

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony: https://prezentmarzen.com/slub/  

Jestem bardzo ciekawa, co dla Was jest prezentem marzeń?
A może już taki prezent dostaliście?

Pozdrawiam, miłego weekendu!


Ps. Bardzo przepraszam za brak regularności we wpisach, jednak bardzo doskwiera mi brak czasu..
Nasza trójmiejska przygoda - kolejne marzenie spełnione!

9/07/2017

Nasza trójmiejska przygoda - kolejne marzenie spełnione!

W poprzednim wpisie napisałam Wam o jednym z większych marzeń, które udało nam się spełnić - będziemy rodzicami, dziś napiszę Wam o drugim marzeniu - wspólnej podróży nad morze. Na wstępie też przeproszę Was za to, że w postach na blogu są spore przerwy, ale powiem szczerze, że odkąd jestem w ciąży, mam problem z weną! A nie chcę robić czegoś na siłę, bo to ma być przyjemne dla mnie i przede wszystkim dla Was, nie możecie w tekście wyczuć, że piszę na przymus. :) Dziś znalazłam czas, pojawiła się wena, więc zapraszam Was do dalszego czytania.


Dlaczego marzyłam o podróży nad morze? Bo nigdy nie byliśmy tam razem! Jestem romantyczką, uwielbiam siedzieć na brzegu, trzymać się za ręce i patrzeć na wodę, szczególnie jak obok jest mój mąż, morze ma swój klimat, który dla mnie jest niesamowity! Miałam okazję być w Gdyni i w Łebie, raz w wieku kilku lat, drugi w wieku kilkunastu, mąż też kiedyś był w nadmorskim mieście. Jednak podróż razem, wspólne zwiedzanie, spacery nad morzem, to zupełnie co innego! Zmówiliśmy się ze znajomymi i 2 września wyruszyliśmy nad morze, spędziliśmy tam trzy dni. Zwiedzaliśmy na prawdę dużo! Byliśmy w Sopocie, Gdańsku i Gdyni. W każdej z tych miejscowości byliśmy na plaży, na molo, zwiedziliśmy Gdańską starówkę i Westerplatte. Chodziliśmy bardzo dużo, po każdym dniu bolały mnie łydki do tego stopnia, że chodziłam jak kaczka! :D Ale zdecydowanie było warto, Trójmiasto jest przepiękne, zrobiłam mnóstwo zdjęć, które możecie zobaczyć niżej.


Marzenia mogą być duże i małe, podróż nad morze jest zdecydowanie z tych drugich. Chociaż, że sama jazda samochodem była dla mnie ciężka przez ciągły ból żeber, to nie żałuję wyjazdu, mieliśmy na prawdę fajną, wspólną przygodę, którą zapamiętamy na bardzo długo! 

Na zakończenie dodaję filmik, który nagrałam w Sopocie, mam nadzieję, że posłuchanie szumu fal doda Wam dużo radości!



A Wy o jakich podróżach marzycie? 

My chcielibyśmy jeszcze odwiedzić góry, niestety nigdy tam nie byliśmy. Nie mieliśmy też okazji być razem za granicą, ale to poczeka, najpierw chcemy zwiedzić naszą piękną Polskę.

Buziaki!
PO RAZ PIERWSZY NA DIECIE - 10 TYGODNI DIETY I ĆWICZEŃ, MOJE PRZEMYŚLENIA I EFEKTY

5/13/2017

PO RAZ PIERWSZY NA DIECIE - 10 TYGODNI DIETY I ĆWICZEŃ, MOJE PRZEMYŚLENIA I EFEKTY

Od momentu, kiedy poinformowałam Was, że stosuję dietę i ćwiczę, stale dostaję pytania o to, czy jestem zadowolona, co jem, jak to wszystko wygląda. W moim poprzednim wpisie - KLIK, napisałam Wam skąd mam swój program i myślę, że odpowiedziałam tam na nurtujące Was pytania, pokazałam też zdjęcia swoich posiłków, więc tu nie będę się powtarzać.


10 tygodni diety minęło już jakiś czas temu. W czasie jej trwania często dzieliłam się z Wami na Instagramie różnymi zdjęciami oraz przemyśleniami, pisałam też jak mi idzie. Jednak w pewnym momencie pod jednym ze zdjęć napisałam, że to wyliczanie kalorii, te zakazy zaczynają mnie po prostu męczyć, dusić... Nie czułam się tak szczęśliwa jak na początku, często byłam zdołowana. Dostałam wtedy ogrom Waszego wsparcia, nikt z Was nie napisał mi, że zaczęłam mówić o diecie, ćwiczyć i raptownie jak mięczak się poddaję, tylko wszystkie mnie zrozumiałyście i uważałyście, że rozsądek w diecie jest najważniejszy. A ja uważałam, że postępuję wtedy rozsądnie, bo patrzę na swoje samopoczucie a nie idę w zaparte za piękną sylwetką, unieszczęśliwiając siebie przy tym.

Powiem Wam, że był czas, kiedy czułam się osłabiona, podejrzewam, że działo się to poprzez raptowne odstawienie cukru, mój tata proponował mi wtedy zjedzenie słodkiego cukierka, bo może poczuję się lepiej, a ja mu kilkukrotnie odmawiałam, chociaż, że nadal czułam się po prostu słabo, wydaje mi się, że moje zachowanie było wtedy trochę dziwne, bo przecież po jednym cukierku nic by mi się nie stało, a może wręcz przeciwnie, ten cukier pomógłby mi. Mówiłam o swoim samopoczuciu mojemu mężowi, przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że takie ścisłe trzymanie się diety nie jest dla mnie, bo owszem, efekty mnie uszczęśliwiały, ale praca w to wkładana już nie. Z samymi ćwiczeniami nie miałam większych problemów, chociaż, że było trudniej, używałam większych ciężarków, to zawsze wygospodarowałam na nie pół godziny czy 40 minut, zazwyczaj podczas oglądania serialu o 18, ćwiczeń nigdy nie zawalałam, chyba, że na prawdę czułam się źle, bo np. dopadała mnie migrena. Na początku przygotowywanie posiłków, planowanie ich, sprawiało mi dużą przyjemność, robiłam piękne, kolorowe zdjęcia, które z chęcią wstawiałam do sieci. Bywały też takie sytuacje, że aż za bardzo wszystkiego pilnowałam, wyliczałam wszystkie kalorie i wagę produktu, co do grama.. Po pewnym czasie wydawało mi się to złe, nie chciałam popaść w paranoję. Uważam, że owszem, dieta jest jak najbardziej dla mnie, ale nie tak ścisło wyliczona, lepiej czułam się wtedy, kiedy dorzucałam coś od siebie, robiłam trochę inaczej niż było w rozpiskach, wolę mieć większą swobodę.


Po kilku tygodniach na prawdę przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że nadal będę trzymać dietę, ale już nie tak rygorystycznie, będę starać się wyliczać gramaturę posiłków, ale jeśli przesypię do garnka o 5g makaronu za dużo, to przecież nic się nie stanie. Jeśli zjem nadprogramowego batonika czy dwie kostki czekolady albo fit słodkości, to świat się nie zawali, a ja będę czuć się lepiej, mniej ograniczona i przede wszystkim szczęśliwsza.

Na prawdę bardzo podziwiam osoby, których pracą jest ich sylwetka, którzy są trenerami personalnymi, czy startują w zawodach. Osoby takie mają ogrom wyrzeczeń, muszą być na prawdę silne! Mi momentami było ciężko w takiej zwykłej, prostej diecie, a co mówiąc o sportowcach. Przemyślałam wiele za i przeciw, doszłam do wniosku, że na ten moment ładna sylwetka z widocznymi mięśniami nie jest moim priorytetem, może kiedyś, nie teraz. W tym okresie miałam też trochę swoich prywatnych problemów, przez co nie zawsze we wszystkim mogłam być regularna. Aktualnie czuję się lepiej w swoim ciele, łącznie schudłam niewiele, bo tylko ok. 4 kg, z wymiarów: biust - 2 cm, biceps - 2 cm, talia - 6 cm, pępek - 6 cm, biodra - 5 cm, pupa - 3 cm, udo - 4 cm. Poniżej możecie zobaczyć zdjęcia. Moja figura bardzo zmieniła się też z tyłu, ale nie jestem w stanie pokazać Wam zdjęcia 'przed', bo wyglądałam na prawdę złe, więc te zdjęcia Wam daruję. :)


Wniosek z tego taki - pamiętajcie, że najważniejsze w diecie i treningach jest Wasze samopoczucie, Wasz zdrowy rozsądek. Jeśli macie trzymać się rygorystycznie diety, ale przy tym płakać w poduszkę, to zastanówcie się, czy to aby na pewno jest dla Was? Oczywiście nie mówię tu o tym, aby przy pierwszym potknięciu rzucić wszystko w cholerę, zamówić pizzę, kebaba i wypić całą butelkę coli na raz. Wasze zdrowie psychiczne jest najważniejsze. Owszem, początki są ciężkie, później jest lżej, ale jeśli po czasie czujecie, że to wszystko Was zbyt mocno ogranicza, to może podejdźcie do tematu bardziej na luzie. Zjedzenie ciastka, cukierka czy dodanie raz na jakiś czas cukru do kawy Was nie zabije, a wręcz przeciwnie, może pomóc i to bardzo. Powiem Wam, że ja podczas diety odkryłam moc cukierków! Kupowałam co jakiś czas kilka czekoladowych cukierków na wagę i w razie kryzysu jadłam jednego, jadłam go powoli delektując się i czułam się lepiej, zasłodziłam się, nie musiałam zjeść dużego batona, wystarczył cukierek a samopoczucie miałam lepsze. Przede wszystkim nie rzucajcie od razu wszystkiego, tak jak ja. Od razu odstawiłam cukier, mąkę pszenną, przeszłam na mleko 0,5%, odstawiłam białe pieczywo. Myślę, że najlepiej jest robić wszystko stopniowo, najbardziej ma to znaczenie w kwestii cukru, chociaż ja od razu go odrzuciłam i długo wytrzymałam bez niego.

Czy z tego wszystkiego wyniosłam jakąś lekcję? Tak! Wiem, że potrafię walczyć ze swoimi słabościami, wiem, ile jestem w stanie poświęcić dla poprawy wyglądu. Przede wszystkim wiem, co powinnam jeść i w jakich ilościach. Wiem też jakie treningi przynoszą efekty, jak długo trzymać się diety i ćwiczeń, aby polepszyć swój wygląd. Oczywiście wszystko to, co napisałam, jest tylko i wyłącznie z mojego doświadczenia z pierwszą w życiu dietą. Nie jestem dietetykiem, nie mam wiedzy w tym kierunku, więc mogłam się pomylić. :) Jeśli znów będę chciała poprawić sylwetkę, to na pewno wrócę do rozpisek, na razie będę radzić sobie sama, zerkając na plan i ćwicząc po swojemu.


Chciałyście ten wpis, więc proszę, powstał na Waszą prośbę. Mówiłam, że będzie od serca i myślę, że tak jest. Chcę po prostu być dla Was autentyczna, nie udawać jakiejś fitnesiary, bo nią nie jestem i raczej nie będę. :)

Stale dostaję od Was pytania na temat tej diety, bo same też chcecie skorzystać, także temat chcę już uciąć i nie powtarzać wszystkim tego samego. :)


Jestem ciekawa, jakie jest Wasze podejście do diet. :)



Pozdrawiam,
Ewelina.


O czym marzycie?

4/14/2017

O czym marzycie?

Marzenia... czy jest ktoś, kto ich nie ma? Zapewne jest wielu realistów, osób, które nie chcą odbiegać w ten mniej rzeczywisty świat, nie chcą wychylać się poza swoje ramy. Ja osobiście uwielbiam marzyć, ale cały czas realnie stąpam po ziemi, także mam w sobie cechy zarówno realisty, jak i marzyciela. Jestem bardzo ciekawa, jakimi Wy jesteście osobami, czy marzycie i o czym. Ja marzę i pragnę wielu ważnych rzeczy, jednak zostawię je dla siebie i napiszę o tych, które w żaden sposób nie są dla mnie priorytetem. Bardzo chciałabym skoczyć ze spadochronem, iść na mecz naszej reprezentacji i mieć dobre miejsce, aby móc widzieć jak najwięcej, chciałabym iść na galę KSW i ostatnie marzenie, które wymyśliłam przed chwilą - chociaż przez jeden dzień pracować w policji oraz jeździć karetką pogotowia. Czy to jest głupie? Nie, myślę, że nie, raczej żadne marzenia takie nie są. No chyba, że marzymy o tym, aby pierwszy raz w życiu zaliczyć zgon z powodu nadużycia alkoholu czy narkotyków, no to wtedy tak, to marzenie jest głupie i to bardzo! :) Powiem Wam, że w życiu spełniłam już wiele marzeń: chciałam zdać prawo jazdy, zdać maturę, ukończyć studia licencjackie i magisterskie, znaleźć pracę, którą polubię i wyjść za mąż - to wszystko udało mi się osiągnąć i to bez większych problemów! (Ps. Napisałam kiedyś wpis o stawianiu sobie celów i ich realizacji - KLIK) Mam nadzieję, że z kolejnymi ogromnymi i tymi malutkimi marzeniami będzie podobnie. I tego samego życzę Wam, aby wszystkie marzenia spełniały się z lekkością i łatwością! 


Wiecie, co według mnie jest najpiękniejsze w marzeniach? To, że możemy pomóc bliskim w ich spełnieniu! Co jest piękniejsze od sprawienia radości osobie, którą kochacie? Pewnie zastanawiacie się nad tym, do czego zmierzam? Chcę Wam napisać o tym, jak dzięki naszej rodzince spełniliśmy marzenie mojego taty, który niedawno skończył 50 lat. Ci z Was, którzy obserwują mnie na Instagramie, dokładnie wiedzą o tej całej sytuacji, bo byli ze mną na bieżąco, tam opisałam całą historię dotyczącą niespodzianki. Od dłuższego już czasu staram się nie poruszać na blogu swojego życia prywatnego, ale dziś robię wyjątek! Pamiętam moment, kiedy byłam w gimnazjum, pojechaliśmy z rodzicami nad morze, przechadzając się pod Gdańsku widzieliśmy małe samoloty, po zapłaceniu określonej kwoty pieniędzy można było się nimi przelecieć. Mojemu tacie pojawił się wtedy błysk w oku, marzył o locie... Niestety poprzez silny wiatr i brak pieniędzy nie mógł z tego skorzystać. O tej sytuacji zapomnieliśmy na kilka lat, jednak wróciło to do mnie w zeszłym roku, kiedy zaczęłam obmyślać prezent na taty 50-te urodziny. Bardzo chciałam, aby ten dzień był niezapomniany i wyjątkowy, bo tata na to zasługuje. Zaczęłam przeszukiwać internet, szukać kontaktów i udało się, pojechałam z mężem na lotnisko, kupiliśmy dwa loty samolotem! Dlaczego dwa? Bo co to za spełnianie marzeń bez ukochanej osoby obok? Tak, chodzi oczywiście o moją mamę. W czasie drogi na lotnisko nagrywaliśmy z mężem filmik, który miał być dodatkową urodzinową atrakcją. Wszystko organizowane było w wielkiej konspiracji, chcieliśmy, aby wszystko się udało. I było tak, do czasu... Tuż przed samym wyjazdem na lotnisko otrzymałam telefon, z rozmowy wynikało iż samolot, którym mieli lecieć rodzice uszkodził się i musimy odwołać lot. Ale jak mogłam to zrobić, skoro tata już czekał w samochodzie i zaraz musieliśmy wyjeżdżać? Skontaktowałam się ponownie z lotniskiem i ustaliliśmy, że tato poleci innym samolotem, niestety już sam z pilotem. Wreszcie udało nam się wyjechać, tacie zawiązaliśmy oczy i dotarliśmy na miejsce, ze wzruszeniem otwierał kopertę z biletem na lot, miał łzy w oczach i był bardzo poruszony, a my cały czas wszystko nagrywaliśmy! Kiedy wzbił się w powietrze mieliśmy łzy w oczach, ale nie ze strachu, a dlatego, że udało nam się spełnić jego marzenie! Zawsze to on spełniał nasze marzenia, a teraz mogliśmy zrobić to my i to w tym wszystkim jest najpiękniejsze. Uśmiech taty po wyjściu z samolotu był wspaniały i niezapomniany dla nas wszystkich. Cała organizacja, podróż, czas na lotnisku, widok z samolotu i relacja tuż po atrakcji jest uwieczniona w półgodzinnym filmie, który będzie dla nas wszystkich piękną pamiątką. Nawiasem mówiąc taki film to na prawdę świetna sprawa, tata opowiada wszystkim znajomym, że coś takiego dla niego nakręciliśmy i chętnie video pokazuje, mam nawet wrażenie, że jest z tego dumny. :)


W pierwotnym planie naszej niespodzianki, na lotnisko mieliśmy jechać w kilka osób, myślałam nawet nad wynajęciem busika, bo wszyscy nie zmieścilibyśmy się do jednego samochodu. Plany się jednak zmieniły. Gdybyście szukali transportu poza granice naszego kraju, to warto zerknąć chociażby na http://piatkabus.pl/.

Marzyć zawsze warto, tym bardziej w okresie Świąt, kiedy mamy więcej czasu na odpoczynek i dla samych siebie. Na zakończenie tego wpisu, chciałabym życzyć Wam wspaniałych, spokojnych i rodzinnych Świąt Wielkanocnych. Oderwijcie się na moment od problemów i spędźcie ten czas w cudownej, rodzinnej atmosferze. Dużo zdrowia, spełnienia marzeń i uśmiechu na co dzień, nie tylko w czasie świąt. ♥


______________________________

A Wy o czym marzycie?

Pozdrawiam, Ewelina.



Kilka słów o filmach, które miałam okazję obejrzeć. #2

3/18/2017

Kilka słów o filmach, które miałam okazję obejrzeć. #2

Poprzedni, a zarazem pierwszy wpis o filmach, które oglądałam, pojawił się w listopadzie. Miałam nadzieję prowadzić tą serię dość regularnie, bo byliście tematem zainteresowani, ale od tamtego momentu brakuje nam czasu na swobodne oglądanie filmów, mamy sporo innych zajęć, dlatego odchodzą one na dalszy plan. Jednak udało mi się uzbierać propozycji, które chciałabym Wam dziś przedstawić.



Interstellar - "Byt ludzkości na Ziemi dobiega końca wskutek zmian klimatycznych. Grupa naukowców odkrywa tunel czasoprzestrzenny, który umożliwia poszukiwanie nowego domu."

Film był na prawdę ciekawy, chociaż nie wszystko mogłam łatwo zrozumieć, polecam go szczególnie dla osób, które interesują się kosmosem. Mnóstwo ciekawych obrazów i sytuacji na prawdę zachęca do oglądania, do tego ta tajemniczość kosmosu....

Moja ocena: 8/10




Kołysanka - "Do małej wsi na Mazurach wprowadza się rodzina Makarewiczów. Wraz z ich przybyciem w niewyjaśnionych okolicznościach zaczynają ginąć ludzie."

Bardzo podobał mi się ten film! Oglądałam go dość dawno, myślę, że ok. rok temu, ale na samą myśl o "Kołysance" pojawia mi się uśmiech na twarzy. Polski film, ciekawa fabuła, sporo śmiechu i muzyka, która wpada w ucho, jednym słowem - polecam na luźny wieczór. :)

Moja ocena: 8/10



Lśnienie - "Jack podejmuje pracę stróża odciętego od świata hotelu Overlook. Wkrótce idylla zamienia się w koszmar."

Przyznam szczerze, że ten film to dla mnie jakaś pomyłka i nie wiem, skąd tak wysokie noty. Spodziewałam się sporego strachu, ciekawych scen mrożących krew w żyłach - nie było ani jednego, ani drugiego. Może ja nie zrozumiałam tego filmu? Nie wiem...

Moja ocena: 5/10





Dla Ciebie wszystko - "Na pogrzebie przyjaciela dochodzi do spotkania byłych kochanków. Dawne uczucia i związane z nimi konflikty powracają."

Opis filmu totalnie nie zachęca do obejrzenia go, mogliby się bardziej postarać. :) Tak czy inaczej historia jest ciekawa, przyjemnie się oglądało, były smutne i radosne momenty, ale ogólnie nic szczególnego. Zakończenie mnie nie zaskoczyło, spodziewałam się go, znam to z innych filmów. Chociaż np. moja mama oglądała ten film i mówiła mi, że płakała jak bóbr, tacie również się podobało, także co człowiek to inna opinia.

Moja ocena: 6/10


Oświadczyny po irlandzku - "Amerykanka Anna wyrusza do Irlandii, gdzie przebywa jej chłopak, aby wykorzystując tamtejszą tradycję, 29 lutego oświadczyć się swojemu wybrańcowi."

Film ten oglądałam dość dawno, więc nie jestem w stanie napisać większej recenzji, ale pamiętam kilka scen i to, że film mi się podobał!


Moja ocena: 7/10





Przełęcz ocalonych - "Schyłek II wojny światowej. Podczas krwawej bitwy o Okinawę amerykański sanitariusz odmawia noszenia broni i zabijania z powodów moralnych."

Ta produkcja jest na prawdę mega! Pojawia się wątek patriotyzmu, miłości, trzymania się własnych zasad ponad wszystko, cierpienie, pomoc drugiemu człowiekowi za wszelką cenę, podczas ciężkiej sytuacji jaką jest wojna. Do tego niesamowite efekty specjalne, które wywołują gęsią skórkę na ciele. Podziw, smutek i momentami śmiech - te 3 słowa idealnie opisują ten film.

Moja ocena: 10/10



Jestem mordercą - "Młody milicjant otrzymuje zadanie schwytania seryjnego zabójcy kobiet."

Historia przedstawiona w filmie zdarzyła się na prawdę - śląski "wampir" zabił w latach 60. kilkanaście kobiet, planując brutalne morderstwa kolejnych. Młody porucznik milicji zostaje mianowany nowym szefem grupy dochodzeniowej, stara się zrobić wszystko, aby schwytać mordercę. Powiem Wam, że mu się to udaje, facet idzie po trupach do celu, naginając przy tym rzeczywistość. 

Moja ocena: 7/10



Portrecista - "Wilhelm Brasse opowiada o swojej pracy fotografa w obozie koncentracyjnym Auschwitz."

Portrecista to na prawdę dobry dokument, który pokazuje, jak wyglądało Auschwitz, trochę z innej perspektywy - od strony fotografa. Pan Wilhelm opowiada do jakiej pracy został zmuszony, mówi o tym, komu i czemu musiał robić zdjęcia i jak bardzo to przeżywał. Jeśli tak, jak ja interesujecie się tematyką obozu, to serdecznie polecam Wam tego typu dokumenty, ja z filmu sporo się dowiedziałam.

Moja ocena: 8/10



Milczenie owiec - "Seryjny morderca i inteligentna agentka łączą siły, by znaleźć przestępcę obdzierającego ze skóry swoje ofiary."

Dość długo zbierałam się do tego, aby włączyć "Milczenie owiec". Film ma na prawdę dobre noty i zajmuje wysokie miejsce w rankingach. Fabuła jest ciekawa, taka mroczna, momentami nawet straszna. Chociaż czułam, że to nie do końca to, czego oczekiwałam, jednakże warto obejrzeć, przynajmniej dlatego, aby zobaczyć kontynuację filmu...

Moja ocena: 6/10


Hannibal - "Dr Hannibal Lecter wraca do Ameryki, by odnowić kontakt z agentką Starling. Jego śladem podąża okaleczony przez niego i pałający żądzą zemsty Mason Verger."

Sytuacja przedstawiona w filmie dzieje się 10 lat po wydarzeniach z "Milczenia owiec". Lecter przebywa we Florencji, cały czas jest poszukiwany przez FBI oraz przez pierwszą  ofiarę, która przeżyła spotkanie z nim. Aaaaa... pokochałam osobę dr Lecter'a! Przez cały film się zachwycałam, bardzo mi się podobał! Hannibal nie jest tu już tylko złym ludożercą, ale okazuje się też osobą, która posiada uczucia. Dla mnie to jeden z lepszych filmów, jakie oglądałam.

Moja ocena: 10/10


W głowie się nie mieści - "Życiem Riley kieruje pięć emocji: Radość, Strach, Gniew, Odraza i Smutek. Pozostałe próbują zakłócić pierwszą, gdy dziewczyna przeprowadza się z rodzicami do San Francisco."

Na prawdę bardzo fajna bajka z przekazem. Z miłą chęcią obejrzeliśmy ją z mężem. Bajka jest taka prawdziwa, bo o emocjach, pokazuje, co siedzi nam w głowie.

Moja ocena: 7/10





Ciemniejsza strona Greya - "Podczas gdy Christian walczy ze swoimi wewnętrznymi demonami, Ana mierzy się z gniewem i zazdrością jego byłej
uległej."

Czytając książki byłam zachwycona, film niestety nie był już tak dobry. Owszem, przyjemnie jest zobaczyć obraz z książki odtworzony przez ktoś innego i porównać ze swoimi wyobrażeniami. Na pewno nie polecam filmu osobom, które nie czytały książek i nie oglądały pierwszej części filmu, bo sporo z niego nie zrozumieją. Wiele momentów z książki nie było pokazanych. Obejrzeć można, momentami się pośmiać czy powzdychać do Christiana (który był tu ciepłą kluchą) ale nie jest to zbyt ambitne kino.

Moja ocena: 6/10


________________________________________


A jeśli wolicie najpierw przeczytać książki a później obejrzeć film, możecie poszukać ich chociażby na stronie http://tezeusz.pl/, czyli w antykwariacie i księgarni internetowej. Znajdziecie tam wiele książek z różnych dziedzin.


W zanadrzu mam jeszcze kilka filmów o których nie napisałam w tym wpisie. Mam nadzieję, że obejrzycie moje propozycje i podzielicie się zdaniem o nich. A może wszystkie już znacie? Macie do polecenia jakieś szczególnie ciekawe propozycje?


Pozdrawiam, Ewelina.